Początek XIX przyniósł początek nowej mody, całkiem różnej od tej poprzedniej. Dandyzm, całkowicie różnił się od stylu macaroni czy incroyables. Dandysi poszukiwali doskonałości poprzez prostotę, a o reputacji prawdziwego gentlemana świadczyło nie tylko w co jest ubrany, ale głównie to jak jest ubrany. Największym zwolennikiem oraz prekursorem dandyzmu był George Bryan Brummel (1778-1840), który doszedł na sam szczyt angielskiej socjety dzięki wielkiej determinacji, inteligencji i nieskazitelnemu ubiorowi. Był również przyjacielem księcia Walii i późniejszego króla Jerzego IV, który pozostawał w jego cieniu.
Brummel zdawał sobie sprawę, że czasy arystokracji mijają, a nadchodzą czasy dobrego gustu i stosowania manier. Choć poświęcał wiele godzin toalecie, lecz jego celem było wyglądać skromnie i prosto. Podobne poglądy miał hrabia Chesterfield, który w swoim liście do syna napisał: „Zawsze staraj się ubierać tak, jak wszyscy inni normalni młodzi ludzie. Zważ także, aby nigdy nie mówiono o twoim stroju, że jest zbyt niedbały ani zanadto wystudiowany".
Na strój Brummela składł się ciasno dopasowany niebieski frak, płowożółta kamizelka i pantalony pod kolor, wsunięte w wypolerowane czarne buty z cholewami. W dodatku nieskazitelnie biały krawat, lekko nakrochmalony, aby dłużej utrzymywał należny kształt. Według ówczesnych trendów ubiór właśnie taki powinien być - skromny, prosty, dopasowany do figury, lecz nie za ciasny. „Najlepiej ubrany mężczyzna to taki, który zwraca na siebie najmniej uwagi" - napisał sto lat później Douglas Fairbanks jun.
Ta prostota stała się trendem męskiego ubioru w czasie gdy zrujnowany Brummel przebywał na uchodźstwie we Francji. Gentleman miał wyglądać skromnie, a krawat, zazwyczaj prosty i biały, był odzwierciedleniem osobowości. Ważną rolę odgrywał węzeł. Ozdoba szyi już na zawsze miała zostać najważniejszym elementem ubioru.